LKS Bestwina długo czekał na przełamaniei w końcu doczekał się go w efektownym stylu. W wyjazdowym spotkaniu Ligi Okręgowej Bielsko-Tyskiej zespół Marcina Stefanowicza pokonał "Zetkę" Tychy. - Mecz wyrównany, dużo dobrych momentów, akcja za akcją. Z nieba do piekła, z piekła do nieba, ale na końcu wszystko się dobrze kończy. Ogromny szacunek dla całej drużyny. Było widać determinację i realizację założeń. Szacunek dla drużyny i dla ławki, bo żyła tym meczem. Obyśmy teraz poszli za ciosem - powiedział redakcji www.sportowebeskidy.pl Marcin Stefanowicz, trener LKS-u Bestwina.
Spotkania z tyskim zespołem od dłuższego czasu mają swoją specyfikę. Nie inaczej było tym razem. ZET i LKS postawiły na ofensywną grę, czego efektem było aż dziewięć bramek. - Te mecze z Zetką zawsze są dla nas otwarte. To drużyna techniczna, potrafiąca grać w piłkę - zauważył Stefanowicz.
Dla Bestwiny znaczenie tego zwycięstwa wykracza jednak poza zdobyte trzy punkty. Zespół w ostatnim czasie nie mógł złapać odpowiedniego rytmu, a wygrana w Tychach może być impulsem przed kolejnymi spotkaniami. Szczególnie, że drużyna pokazała charakter w meczu, w którym sytuacja zmieniała się bardzo dynamicznie.
- Myślę, że widać było po chłopakach, że ciśnienie zeszło i wszedł ten luz. Znowu można było poczuć atmosferę zwycięstwa. Patrząc na nich i widząc tę radość, naprawdę było to bardzo fajne - podsumował trener LKS-u Bestwina.