

Jego nazwisko to legenda, synonim wielkich wyczynów i wspomnienie największych osiągnięć polskiego himalaizmu. Kiedy w 1980 r.
Krzysztof Wielicki wspólnie z Leszkiem Cichym dokonał na Mount Evereście pierwszego zimowego wejścia na ośmiotysięcznik, w kraju zapanowała euforia. Oto rozpoczynał się nowy rozdział w ekstremalnym sporcie, przez długie lata dla Polaków zwyczajnie niedostępnym…
Piąty człowiek na Ziemi, który zdobył Koronę Himalajów i Karakorum, członek „The Explorers Club”, laureat „Złotego Czekana” i autor licznych książek spotkał się 12 maja z czytelnikami Gminnej Biblioteki Publicznej w Bestwinie. Niezwykły gawędziarski talent pana Krzysztofa, wspaniałe zdjęcia i filmy oraz gotowość do odpowiedzi na wszelkie pytania niewątpliwie zaraziły górskim bakcylem wielu spośród zapełniających salę gości. Ne trzeba być himalaistą – nawet jeśli będą to tylko Beskidy, warto wyjść na szlak…
Wielicki zaczął od zaskakującego wyznania – góry same w sobie są martwą naturą, a ożywia je dopiero człowiek. Podkreślał, że jego droga na szczyty wcale nie była oczywista. Urodzony w Wielkopolsce, pasję i hart ducha czerpał z harcerstwa, które uformowało jego charakter. Swoją karierę budował powoli, od skałek, przez Tatry i Alpy, aż po Himalaje, co uznał za drogę bezpieczniejszą niż dzisiejsze „skoki na głęboką wodę”.