


Mitologia grecka od zawsze była dla popkultury tematem niezwykle wdzięcznym. Jedną z przyczyn tego stanu rzeczy jest specyficzny charakter olimpijskich bogów i bogiń – wszyscy oni na czele z gromowładnym Zeusem są w swojej istocie bardzo… ludzcy. Prowadzą spory, toczą wojny, przeżywają zdrady i knują intrygi. Bywają też zabawni i całkiem przyjaźni. Nic dziwnego, że tysiące autorów książek, filmów i gier wideo bierze „na warsztat” perypetie Hermesa, Hery albo Apolla. Robili to m.in. Jeremi Przybora i Jerzy Wasowski, ale także Zdzisław Gozdawa i Wacław Stępień. To właśnie na podstawie scenariusza tych dwóch ostatnich twórców. Stowarzyszenie Pomocy Dzieciom, Młodzieży i Rodzinom „Z Sercem na Dłoni” wraz z przyjaciółmi wystawiło w dniu 8 marca w kaniowskim Domu Strażaka spektakl pod tytułem „Moja żona Penelopa”.
Zdjęcia TUTAJPrzedstawienie w reżyserii
Iwony Sojki to uwspółcześniona i dostosowana do lokalnych realiów wersja sztuki z 1946 r. Akcja rozgrywa się w świece bogów i herosów… tyle że w wersji biurowo-kawiarnianej. Na Olimpie panuje kryzys: produkcja piorunów ledwo zipie, wykresy wiszą do góry nogami, a
Zeus (Artur Beniowski), zamiast rządzić światem, głównie kombinuje, jak poderwać piękną i wierną
Penelopę (Zuzanna Famułka). Penelopa od lat czeka na powrót męża Odysa, pracuje w kultowej kawiarni „Parnas” i z uprzejmą ironią odsyła zalotników – w tym samego gromowładnego.
Zeus, sfrustrowany kolejnym koszem, wpada na „genialny” plan. Sprowadza z powrotem
Odysa (Rafał Janeczko), który właśnie wrócił z wojennej tułaczki. Ale zamiast pozwolić mu od razu paść w ramiona żony, Zeus stawia warunek: „Zdobywaj jej serce incognito. Jak ci powie »kocham«, możesz wrócić do roli męża”. Oczywiście zmienia Odysowi wygląd (głównie zabiera brodę) i każe działać. Tu zaczyna się istna komedia pomyłek.