Rok 1996 przyniósł ostatnie wielkie sukcesy polskiego judo. To właśnie wtedy swoje medale na Igrzyskach Olimpijskich w Atlancie zdobyli Paweł Nastula (złoto) oraz Aneta Szczepańska (srebro). Później niestety było już tylko gorzej...
W tym samym roku na świat przyszedł Paweł Wawrzyczek, obecnie uczeń Gimnazjum nr 2 w Czechowicach – Dziedzicach, na co dzień mieszkający w Kaniowie. Paweł znakomite występy naszych dżudoków zna tylko z książek i nagrań archiwalnych, ale sam pragnie iść w ich ślady. Już teraz odnosi znaczne sukcesy na arenie krajowej i międzynarodowej, będąc zawodnikiem Klubu Sportowego Judo Czechowice – Dziedzice.
To wszystko zaczęło się w bardzo prosty sposób! - stwierdzają ze śmiechem Paweł wraz z mamą, Beatą – Judo trenował mój kuzyn, ja poszedłem za jego przykładem. On przestał – ja zostałem. Przez sześć lat zawodnik nie opuścił ani jednego treningu (nie licząc choroby i dwutygodniowych wczasów), początkowy zapał do codziennego ćwiczenia nie wygasł, co jest w sporcie rzadkością i zasługuje na uznanie.
Judo, stworzone i opracowane przez profesora Jigoro Kano oznacza w tłumaczeniu „szlachetną drogę”, „drogę miękkości” – ale czy naprawdę jest tak „miękko”? Możemy w to powątpiewać, widząc jak dżudocy w efektowny sposób rzucają sobą o matę, tatami. – Najpierw trzeba nauczyć się padać - mówi Paweł – Poza tym nie walczyłem od razu z zawodnikami bardziej doświadczonym, trenowałem nieco „na boku”, uczyłem się od samych podstaw. Sparingpartnerzy byli dostosowywani do mojej kategorii wagowej.