W Buczkowicach nie było miejsca na finezję i widowiskowe granie. Było za to zimno, ciężko, momentami wręcz grząsko, a murawa bardziej przeszkadzała niż pomagała. W takich realiach lepiej odnalazł się GLKS Sokół Buczkowice, który pokonał Przełom Kaniów 2:0 (1:0) i podtrzymał swoje marzenia o wspinaczce w górę tabeli. Dla gości stawka również była wysoka – zwycięstwo pozwoliłoby im realnie włączyć się do walki o miejsce premiowane grą w barażach. Tym razem jednak gracze z Kaniowa wracają bez punktów i z myślami wybiegającymi już bardziej ku nowemu sezonowi.
Od pierwszego gwizdka było widać, że to nie będzie mecz dla estetów. Obie drużyny miały świadomość stawki, ale długo więcej było walki, przypadku i niedokładności niż składnych akcji. Grząska murawa utrudniała rozegranie, piłka często zatrzymywała się w najmniej odpowiednim momencie, a zawodnicy po obu stronach mieli sporo problemów z opanowaniem futbolówki.
Pierwsza połowa była dość wyrównana. Kaniów próbował grać odważnie, Buczkowice odpowiadały agresywnie i szukały swoich momentów, ale klarownych okazji długo było jak na lekarstwo. Najważniejsza sytuacja tej części spotkania miała miejsce w 32. minucie, gdy po zamieszaniu w polu karnym jeden z zawodników Sokoła był ciągnięty za koszulkę. Arbiter wskazał na jedenasty metr, a do piłki podszedł Damian Folek, który zachował spokój i pewnym strzałem dał gospodarzom prowadzenie.