



Tak się zastanawiam, czy drużyny zgłaszające się do kaniowskiego Turnieju Dzikich Drużyn chcą rywalizować w rozgrywkach piłkarskich tylko na boisku, czy też swoją rywalizację rozpoczynają już w momencie zgłaszania swoich zespołów do tych rozgrywek i wymyślania nazw? W tym roku mogliśmy poznać kolejne ciekawe nazwy, np. Camele Niebieskie (hmmm, nie kojarzą się sportowo 😊), Wczorajsi (też różnie można odbierać 😊), Białe Bociany (pełnoletnim też może to się różnie kojarzyć), no i Łyk Talentu …. hmmm, ten „Łyk” jest tutaj dwuznaczny, a może to tylko ja się czegoś dopatruję 😊? Jak to mówią: „głodnemu chleb na myśli” 😊.
Zdjęcia TUTAJW każdym razie, i to jest chyba najważniejsze, I Turniej Dzikich Drużyn o Puchar Prezesa LKS Kaniów (w poprzednich latach odbywał się w innej formule) chyba wszyscy uczestnicy potraktowali jako świetną okazję do wspólnej zabawy, integracji różnych środowisk piłkarskich, znakomite spędzenie letniego, wakacyjnego czasu, ale również sportową rywalizację, ale „bez ciśnienia”, chociaż, patrząc na wszystko z boku nie mogę napisać, że nie obeszło się „bez iskrzenia”, bo przecież tam, gdzie rywalizują ze sobą faceci (kobiety powiedzą „samce”) nie mogło obejść się bez spięć.
W każdym razie sędziowie, którzy prowadzili wszystkie mecze:
Sebastian Przewoźnik, Michał Mioduchowski i Rafał Choszczyk nie musieli opuszczać terenu w obstawie policji, ich decyzje podejmowane w trakcie meczów były sprawiedliwe, więc z czystym sumieniem mogli po turnieju zasiąść z zawodnikami i posilić się kiełbaską z rożna i napojami serwowanymi przez
„Bistro Czarnuszka”.